W końcu nam się udało. Po kilku latach zaciskania pasa stać nas na zakup małego mieszkanka. Ja już od kilku miesięcy chodzę po deweloperach i oglądam dostępne opcje, chłopak jakoś nie ma do tego siły, twierdzi, że znam się na tym lepiej i on się nie będzie wcinał. Wyciągnęłam go dopiero niedawno, przecież nie mogę podjąć takiej decyzji sama. Na oku miałam cztery mieszkania, jedno znajduje się nawet w samym centrum miasta, niestety nie zachwyca wielkością. W sumie decyzja była trudna, na szczęście moja przyjaciółka pracuje jako dekorator wnętrz, więc zna się trochę na tym, wie, na co zwrócić uwagę przy zakupie, bo deweloperom nie można za bardzo wierzyć, zawsze „zapomną nadmienić”, że np.: instalacja wodna jest do naprawy, okna przeciekają a za wanną jest grzyb. Po ogólnych rozrachunkach zostały dwie opcje, ta w centrum i jedno na uboczu. Ciężko było się zdecydować, mieszkania bliżej serca miasta to mniejsze koszty i czasy dojazdu do pracy, ale czy taki mały metraż wystarczy jakby nasza rodzinka się powiększyła. Koleżanka zachwycała się możliwościami, jakie daje to drugie mieszkanie, co do dekoracji wnętrz oczywiście, tłumaczyła mi, jakie kolorki na ściany, itp. W końcu zdecydowaliśmy na większe mieszkanie. Deweloper wydawał się solidniejszy niż ten pierwszy. W prawdzie muszę teraz dojeżdżać do pracy o 20 min dłużej, ale połączenie komunikacją miejską jest bardzo dobre, dzięki czemu oszczędzam na benzynie. Okazało się, że zostało nam nawet sporo pieniążków, postanowiliśmy wydać to na urządzenie naszego gniazdka. Koleżanka zaproponowała mi, że zrobi mi fachową aranżacja wnętrz, jeżeli pozwolę jej potem umieścić zdjęcia mieszkania w folderze jej firmy. Oczywiście się zgodziłam. Po dwóch miesiącach solidnej pracy mogłam zaprosić znajomych i rodzinkę do mojego nowego królestwa. Byli wręcz zachwyceni mieszkaniem i dekoracją wnętrza. Koleżanka odstawiła kawał dobrej roboty. Chłopakowi też się podoba.
Może Ci się też spodobać
Zobacz też:
